Halicki metropolita wciąż od czasu do czasu wywołuje kontrowersyjne dyskusje. Wydaje się, że jest to spowodowane faktem, iż część społeczeństwa polskiego – wówczas i dziś – nie może mu przebaczyć, że opuścił tradycję rzymskokatolicką na rzecz greckokatolickiej. Opowiedzenie się po stronie greckokatolickiej wiązało się wtenczas ze zmianą orientacji narodowościowej z polskiej na ukraińską. Sytuacja tym bardziej była wówczas skomplikowana, że o terytorium Zachodniej Ukrainy na różnych płaszczyznach ciągle trwały przepychanki pomiędzy Polakami i Ukraińcami. Toteż opowiedzenie się po stronie ukraińskiej osoby pokroju wnuka Aleksandra Fredry musiało wywołać konsternację i oburzenie w społeczeństwie polskim.
Myślę, że podobnie było by i dziś. Wyobraźmy sobie, że obecnie w Polsce jakaś ważna osoba z przestrzeni publicznej opowiada się po stronie Ślązaków (Kaszubów) i idei autonomii terytorialnej. Można sobie wyobrazić z jaką medialną nagonką spotkałby się taki człowiek. Podobnie stało się ongiś z metropolitą Szeptyckim. Chociaż porównanie problematyki Ślązaków z sytuacją Ukraińców w pierwszej połowie XX wieku jest niewspółmierne, to jednak może pomóc zrozumieć decyzję hrabiego Andrzeja Szeptyckiego i związaną z nią krytykę.
Ponadto wydaje się, że oponenci arcybiskupa – świadomie bądź nieświadomie – oskarżający go o działalność polityczną, opowiadają się jednocześnie za widmem walki II Rzeczypospolitej o inkorporację Zachodniej Ukrainy. Oczywiście nie mam zamiaru kwestionować faktu podejmowania przez metropolitę działań o charakterze politycznym. Śmiem jednak twierdzić, że w swojej działalności politycznej nie był gorliwszy jak jego współbracia w biskupstwie z kościołów rzymskokatolickiego i ormiańskiego. Co więcej jestem przekonany o tym, że Szeptycki ze względu na swe ukraińsko-polskie pochodzenie był bardziej wrażliwy na krzywdę obu narodów, toteż zawsze starał się szukać kompromisu polsko – ukraińskiego. Bez wątpienia w tej dziedzinie życia – katolickiej nauki społecznej – przewyższał braci w biskupstwie, którzy byli bardziej zadufani w sobie i zacietrzewieni w swych postawach.
Jednak teraz proponuję, aby pozostawić animozje polsko-ukraińskie i na chwile przenieść się do początków XX wieku, by przekonać się jak postrzegali Szeptyckiego sympatycy unii z Rosji.
„Jego słowa robią takie samo wrażenie, jak jego zewnętrzność – siła i łagodność. Chociaż rozmawia się z nim o niełatwych sprawach, ale na duszy robi się nadzwyczaj lekko. Tego nie można przypisać ani rozumowi, ani charakterowi, ale darowi Łaski Bożej. Tak, prawdopodobnie przemawiali Apostołowie, i dzięki temu oni pomagali ludziom zrozumieć i przyjąć prawdę. […] Tak on przejmuje się wszystkimi i wszystkich kocha, a patrząc na niego, myślisz: oto, gdzie jest Boże Królestwo… Najautentyczniejszy arystokrata i prosty Boży człowiek” – takowe refleksje po spotkaniu z abp Szeptyckim snuła matka (greczynka) błogosławionego Leonida Fiodorowa (1908 r.).
Ciekawe są też spostrzeżenia rosyjskiego księcia Piotra Wołkońskiego, który w latach 1931-1937 cztery razy odwiedzał metropolitę we Lwowie. W swoim pamiętniku rosyjski arystokrata napisał, że posród najbliższych współpracowników Szeptyckiego nie spotkał żadnego działacza politycznego. Owe stwierdzenie jest o tyle istotne, gdyż niejednokrotnie przypisuje się metropolicie Szeptyckiemu, iż swoje życie poświęcił polityce i odbudowie państwa ukraińskiego. A rzeczywistość jest taka, że traktował on – od początku do końca swej posługi pasterskiej – katolicyzm jako najwyższą uniwersalną wartość.
Niedawno natrafiłem na listy metropolity Szeptyckiego do rodziny, napisane po tym jak otrzymał pełnomocnictwo papieskie do działalności unijnej w Rosji. Oto co pisał w maju 1908 roku:
„[…] Donoszę wam wszystkim, a przede wszystkim najdroższemu Ojcu, że wczorajszy dzień był dla mnie najważniejszy w życiu, a jest i najważniejszy w historii naszego Kościoła może od wieków. (…) Oto Ojciec św. oddał w moje ręce administrację ośmiu diecezji w Rosji. Wręczył mi na to własnoręczny dokument. Robiąc to, wyjął z pod kompetencji Sekretariatu Stanu i Kongregacji «dla nadzwyczajnych spraw Kościoła» jak i Propagandy, wszystkie sprawy odnoszące się do Kościoła unickiego w Rosji… ”
Z kolei do brata Kazimierza pisał:
„Zdaniem moim, to co się tu stało, to rzeczywisty cud. Cud tak rzadki w historii może, i tak nowa epoka, że w doniosłości swej przechodzi wszelkie możliwe przewidywanie. Opowiem ci to wszystko. Teraz mam dużo pracy, ale, Bogu dzięki jest zupełnie dobrze. Sądzę, że ból nogi we Lwowie był diabelską sprawką, by mi przeszkodzić przyjechać do Rzymu. Gdybym był choć w części przewidywał, jak był potrzebny i jak niesłychanie korzystny mój przyjazd, byłbym się kazał nieść na kolej nawet umierający. Za tydzień Bóg mi dał więcej, jak cała nasza Cerkiew od Unii Brzeskiej dostała.”
Przywołane fragmenty listów stanowią niewątpliwie kolejną istotną przesłankę rzucającą światło na naczelne wartości, którymi kierował się Szeptycki. Powyższe słowa metropolity o widocznym zabarwieniu emocjonalnym skierowane do rodziny pokazują po raz kolejny, że jego życiową misją była idea działania na rzecz jedności Kościoła katolickiego.
Jednakowoż osoby twierdzące, że halicki metropolita był przede wszystkim państwowcem, proszę o przytoczenie podobnych słów w sytuacji, gdy rozstrzygały się sprawy autonomii Ukrainy.
Na zaskoczenie tegoż krótkiego rozmyślania polecam myśli metropolity o chrześcijańskim patriotyzmie.
„[…] Kochając Polskę i Polaków, od dzieciństwa więcej kochałem Ruś i Rusinów w imieniu tego patriotyzmu i tej zasady, która Polskę, Ruś i Litwę – Litwinów, Rusinów i Polaków – uważała za trzy bratnie i równe narody.
Czyż jest czymś gorszym, kochać Rusinów więcej jak Polaków, jak kochać Polaków więcej jak Rusinów?
Czy jedno ma być cnotą, a drugie występkiem?
W imię jakiej zasady i jakiej tradycji można wyznawać jedną zasadę i kamieniem rzucać na tych, co z chrześcijańskiego przekonania drugą wyznają?
Czyż obie zasady nie zasługują na równe uszanowanie?
Jeśliby jedna była odstępstwem, to odstępstwem była by i druga, jak w rzeczy samej odstępstwem nie tylko od tradycji, ale od wszelkiego chrześcijańskiego patriotyzmu jest wszystko, co nienawiścią, a ileż więcej co niesprawiedliwością wobec braci.
Ja sadzę, że po Bożemu pojęte te patriotyzmy oba godzą się i łączą, że sprzeczności w nich wyszukiwać można tylko na podstawie jednostronnych, nie pełnych tradycji, i tylko wtedy, kiedy się je pojmuje nie jako miłość bliźniego, czym z natury rzeczy powinien być każdy patriotyzm… ” – Metropolita Andrzej Szeptycki.
Ireneusz Kondrów

