Wielu osobom jest trudno zrozumieć, dlaczego tak wybitny humanista jak metropolita Szeptycki podejmował jakikolwiek dialog – nawet chwilowy, czy pozorny – z faszystami. Daremne wydają się nawet tłumaczenia, że metropolita traktował wszelaką politykę instrumentalnie, jako narzędzie pomocnicze, czy też produkt uboczny wytworzony w konsekwencji realizacji szerszych planów unijnych.

Trzeba powiedzieć, iż przyczyna błędnej oceny osób i wydarzeń, tkwi bardzo często w niezrozumieniu kontekstu historycznego. Weźmy choćby przykładowo faszyzm. W czasach metropolity negatywna ocena faszyzmu nie była tak oczywista, jak obecnie.

Wydaje się, że dziś zapominany o tym, co faszyzm zrobił dla Kościoła katolickiego. Trudno się dziwić tej amnezji społecznej. Szczególnie, gdy uświadomimy sobie, że nawet w seminariach duchownych te karty historii stanowią niejednokrotnie temat tabu.

Fakty są jednak takie, że to właśnie rząd faszystowski zawierając z Kościołem katolickim traktaty laterańskie w 1929 roku, reaktywował państwo Watykańskie. Faszysta Benito Mussolini zakończył ponad 50 – letnią niewolę papieską, która rozpoczęła się w 1870 rogu, gdy to Wiktor Emanuel II włączył państwo Watykańskie do Królestwa Włoch. Władze faszystowskie w ramach traktatu laterańskiego wypłaciły kościołowi rekompensatę za utracone dobra w wysokości 85 milionów dolarów amerykańskich. Kardynałom przyznano honory włoskich książąt narodowych, strój duchownych zrównano z umundurowaniem wojskowym. Wprowadzono obowiązek nauczania katechezy w szkołach wyższych. Kościół katolicki został uznany, jako religia państwowa. A papież nazwał Mussoliniego „mężem opatrznościowym”.

Nie można też, nie uwzględnić kontekstu konfliktów społecznych i wojny domowej w Hiszpanii, w latach trzydziestych XX wieku. Konflikty społeczne na początku lat trzydziestych w Hiszpanii doprowadziły do fali prześladowań Kościoła katolickiego, która włączając okres wojny domowej, pociągnęła za sobą liczne ofiary. W okresie tym zamordowano 12 biskupów, 4194 księży, 2365 zakonników, 283 zakonnice i setki tysięcy wiernych, a zniszczeniu uległo ponad 2000 świątyń. W 1992 roku papież Jan Paweł II dokonał beatyfikacji 122 błogosławionych męczenników, ofiar prześladowań antykatolickich okresu hiszpańskiej wojny domowej. Z kolei papież Benedykt XVI w 2007 roku dokonał beatyfikacji kolejnych 498 błogosławionych męczenników. W tym gronie jest 2 biskupów, 24 księży, 462 zakonników i zakonnic, seminarzysta, diakon, subdiakon i 7 świeckich.

W czasie wspomnianego konfliktu po stronie szykanujących Kościół katolicki opowiedzieli się komuniści, natomiast w obronie kościoła stanęli faszyści. Toteż, aby zrozumieć Kościół katolicki, nie kwapiący się do bezwzględnej krytyki faszyzmu w latach trzydziestych, jak i w okresie II wojny światowej, trzeba patrzeć na jego politykę (kościoła) przez pryzmat wspomnianych wydarzeń.

Przywołane wydarzenia przyczyniły się do tego, że metropolita Szeptycki, jak i większość hierarchów Kościoła katolickiego w tym czasie upatrywał w faszyzmie sojusznika w walce z komunistycznym „frontem ludowym”. Na pewno hierarchowie kościelni widzieli niebezpieczeństwo tkwiące w faszyzmie, ale tolerowali go, jako zło konieczne i ewentualnego sojusznika z jeszcze większym złem, które dostrzegali wówczas w wojującym komunizmie.

Dziś łatwo przychodzi nam jednoznaczne potępienie faszyzmu, gdyż każdy z nas posiada wiedzę o zbrodni holokaustu. Nie zapominajmy jednak, że Szeptycki witający armię niemiecką wkraczającą do Lwowa latem 1941 roku, nie miał tej wiedzy, którą my posiadamy. Witał „wyzwolicielską” armię niemiecką jak inni Ukraińcy, gdyż nie wyobrażał sobie, iż może istnieć większe zło jak komunizm. Ówczesną sytuację dobitnie wyjaśnia historyk N. Davise:

„Czy Ukraińcy mieli oczekiwać z entuzjazmem przywrócenia rządów Polaków, którzy wcześniej tratowali ich jako obywateli drugiej kategorii? A może wypatrywać z utęsknieniem Sowietów, którzy wymordowali terrorem i głodem siedem milionów Ukraińców w latach trzydziestych?”

Co więcej w dokumentach III Rzeszy z sierpnia 1941 roku możemy przeczytać, że nie tylko Ukraińcy witali entuzjastycznie niemiecki wermacht wkraczający na Wołyń. Również polska cześć społeczeństwa była chętna do współpracy, po oswobodzeniu ich od radzieckiego reżimu. Jest to dobry przykład, że członkowie tego samego narodu, w zależności od okoliczności – Warszawa, Wołyń – mogą przyjmować diametralnie inne postawy. Czy oznacza to, że Polaków z Wołynia można oskarżyć o zdradę ojczyzny? Raczej nie. Przykład z Wołynia pokazuje jednak, jak ważne jest w ocenie człowieka, uwzględnienie lokalnej sytuacji społeczno – politycznej. W świetle przywołanego przykładu z Wołynia, można przypuszczać, że gdyby cały naród polski doznał przed wkroczeniem Niemców, analogicznych represji jak Ukraińcy, to też witałby Werach jak wyzwolicieli.

Rok 1941, to czas, gdy hitlerowcy nie rozpoczęli jeszcze masowej eksterminacji Żydów. Dlatego metropolita nie posiadał wówczas wiedzy, która pozwoliłaby mu jednoznacznie odciąć się od faszyzmu. Toteż stawianie dziś znaku równości pomiędzy współczesną wiedzą o faszyzmie, a tą którą dysponował Szeptycki i Kościół katolicki na początku II wojny światowej, jest przykładem ignorancji i braku fundamentalnej wiedzy historycznej.

Faktycznie spirala holokaustu rozkręca się w 1942 roku. Jak wówczas zachował się metropolita Andrzej Szeptycki? Może najlepszym świadectwem jego stanowiska, będzie konfrontacja z postawą braci w biskupstwie.

„…Jak wynika z dokumentów dotyczących kontaktów z Rzymem, (…), w przeciwieństwie do Szeptyckiego żaden inny polski arcybiskup czy też biskup nie wykazywał zainteresowania losem Żydów oraz nie wspominał o ich prześladowaniach” – stwierdza członek międzynarodowej Katolicko-Żydowskiej Komisji Historycznej Roberta S. Wistrich.

Według danych ONZ podczas holokaustu (1942-1944) na terenie ówczesnych dwudziestu dwóch państw zginęło około 6 milionów Żydów. Dlaczego o tym przypominam? Jednak najpierw warto zadać inne pytanie: jaka jest różnica pomiędzy hitleryzmem a stalinizmem? Analizując oba systemy po względem okrucieństwa, różnica jest niewielka. A gdy porówna się stalinowską zbrodnię na narodzie ukraińskim w latach 1932-1933 – gdy z głodu zginęło, co najmniej 7 milionów ludzi – z hitlerowską zbrodnią holokaustu, to bez wątpienia system stalinowski nie odbiega w niczym od faszyzmu.

Dziś wiemy, że system stalinowski odcisnął swe piętno zarówno na nardzie ukraińskim, jak i polskim. Nie wpłynęło to jednak na przyszłą noblistkę Wiesławę Szymborską, aby w latach 1952-1954 powstrzymała się od tworzenia poezji gloryfikującej zbrodniarzy komunistycznych. Napisała wówczas m.in. wiersze na część Lenina i Stalina.

Polska noblistka w dziedzinie literatury, jest powszechnie szanowaną osobistością i mało kto dziś pamięta, czy wypomina jej twórczość z lat 50 – tych dwudziestego wieku. Podobnie ma się rzecz z błogosławionym Karolem Wojtyłą i skandalami pedofilskimi w Kościele rzymskokatolickim, które według niektórych osób nie były zwalczane z należytą starannością. Można też przywołać historię kardynała Stefana Wyszyńskiego, który w latach 50 – tych został okrzyknięty przez prasę zachodnią „czerwonym kardynałem”. Stało się to na skutek apelu wygłoszonego 14 stycznia 1957 roku, zachęcającego do udziału w wyborach do Sejmu. Sam papież wyraził swą dysaprobatę wobec kardynała Wyszyńskiego, który wiosną 1957 roku musiał czekać wiele dni, na audycję u Piusa XII.

Jak widać w życiu każdego człowieka – zarówno tego szarego, jak wybitego i świętego – mamy do czynienia z większymi lub mniejszymi potknięciami. Tego faktu, nikt nie odważy się zanegować. Rozbieżności w ocenie zjawisk czy też osób pojawiają się, gdy kanon miłości i przebaczenia stosujemy wybiórczo, kierując się plemiennym nepotyzmem. Wówczas wydaje się sprawdzać parafraza Ewangelii, że łatwiej jest wielbłądowi przedostać się przez ucho igły, niż człowiekowi zrozumieć drugiego człowieka, szczególnie, gdy ten reprezentuje przeciwległą rację stanu?

Ireneusz Kondrów