Andrzej Szeptycki, z Bożej i Apostolskiej Stolicy Rzymskiej laski, Metropolita Halicki, Arcybiskup Lwowski, Biskup Kamieniecki

Wiernym, pasterskim swoim rządom powierzonym Polakom greckokatolickiego obrządku, pokój w Panu i arcypasterskie błogosławieństwo!

Między wiernymi, duchownej mej władzy podlegającymi, mając i Was, którzy choć z ruskich rodzin pochodzicie, w domu jednak tylko po polsku mówicie i poczuwacie się do polskiej narodowości, od dawna pragnołem odezwać się do Was osobnym pasterskim listem, napisanym w języku polskim, by tym sposobem dać Wam dowód pieczołowitości i dbałości o Wasze zbawienie. Absorbujące obowiązki urzędu wstrzymywały mię dotąd od wykonania tego postanowienia.

Dłużej jednak nie mogę już milczeć: zanadto mię męczy myśl,że są między tymi, nad którymi mam obowiązek pracować, wierni, którzy mogliby uważać się za opuszczonych od swej władzy duchownej, gdyby ich biskup nigdy nie przemówił do nich w ich mowie, Zanadto dobrze rozumiem niebezpieczeństwo takiego położenia, niebezpieczeństwo tym większe, im łatwiej swego biskupa, Rusina, mogliby podejrzewać, chociażby najniesłuszniej, o brak życzliwości i miłości dla polskiego narodu.

A w naszych czasach politycznego zamętu i walk stronniczych nietrudno o to, choć taki sąd będzie zawsze krzywdą dla katolickiego biskupa, którego pierwszym, jedynym obowiązkiem, praca nad zbawieniem dusz ludzkich, odkupionych Przenajświętszą Krwią Chrystusa Pana.Do napisania tego listu skłaniają mię jeszcze inne zasadnicze powody. Jest bowiem praktyką Kościoła katolickiego uświęconą zwyczajem Apostolskim odwiecznym: głosić ludziom Ewangielię w ich języku.

Według zasady św. Pawła, musi sługa Chrystusowy wszystkim stawać się dla wszystkich, by wszystkich pozyskać. „I stałem się – mówi Apostoł żydom – jako żyd, abym żydy pozyskał. Tym, co pod zakonem są, jakobym był pod zakonem (chociem sam nie był pod zakonem), abym te, co pod zakonem byli, pozyskał. Tym, którzy byli bez zakonu, jakobym był bez zakonu (chociem nie był bez zakonu Bożego, ale byłem w zakonie Chrystusowym), abym pozyskał tych, którzy byli bez zakonu.

Stałem się słabym dla słabych, abym słabych pozyskał. Wszystkiem stałem się wszystko, abym wszystkie zbawił” (1 Kor 9, 22).To jedna z najważniejszych zasad biskupiej i kapłańskiej – apostolskiej pracy. A druga, nie mniej ważna i nie mniej święta, że nauka wiary i obyczajów nie jest i nie może być w kościelnej pracy zmieszana z żadnymi politycznymi albo narodowymi zasadami. Kościół katolicki jednego tylko żąda od wiernych, by byli Chrystusowymi. Tak samo i biskup, i duchowieństwo katolickie musi od wiernych tylko tego jednego domagać się. Biskup nie może w pracy apostolskiej mieszać Chrystusowej ewangelii z ludzkimi, choćby najlepszymi, zasadami politycznymi albo narodowymi. Nie może narzucać wiernym jakich bądź przekonań, które nie są integralną częścią nauki wiary i moralności.

Nigdy nie może dopuścić, by ktoś z jego wiernych uważał go za przeciwnika w polityce czy narodowości. On może być przeciwnikiem tylko tych, co są przeciwnikami Chrystusa, i o tyle, o ile nimi są, i to wyłącznie na to, by ich z Chrystusem pojednać. Ani biskup, ani kapłan katolicki nie może dopuścić, by wkradła się polityka w świątynię jego urzędu, bo tym urzędem – Chrystusowe kapłaństwo. Dlatego chcę, byście wiedzieli, że szanuję Wasze przekonania, że dalekim jestem od myśli, narzucania Wam patriotyzmu ruskiego. Może mnie o to posądzają ci, co nie wiedzą, czym kapłaństwo, czym urząd biskupa.

Zaiście o to jedno tylko dbam, by życie Wasze było chrześcijańskim, byście byli Chrystusowymi w pełnym znaczeniu tego słowa. Zarówno drogimi memu sercu jesteście, jak wszyscy wierni, których pieczę Bóg mi polecił. Wszystkich jedną obejmuję miłością. I ta miłość nakazuje mi szanować Wasze przekonania, Wasze prawa. Język, przekonania, narodowość – to dobra, prawa, których nikomu nigdy nie wolno odbierać. Szanować je – to prosty obowiązek sprawiedliwości. I czyż moglibyście wątpić, że Wasz pasterz ten obowiązek spełni, kiedy obowiązanym jest do czegoś więcej nad sprawiedliwość, do miłości?

Wiedzcie, że zawsze znajdziecie we mnie pasterza gotowego bronić Waszych praw, kiedykolwiek i z jakiej bądź strony krzywda by Wam dziać się miała. Ja tego pragnę i tego od kapłanów moich diecezji domagam się, by zawsze wszystkie Wasze potrzeby duchowne były zaspokojone – by w nauce, spowiedziach do Was w mowie zastosowywali się, nie żądając od Was, byście się ruskiego języka uczyli, by ich rozumieć. W Waszych przekonaniach patriotycznych mogę Was tylko utwierdzać, o ile ten patriotyzm jest chrześcijańską miłością ojczyzny i z miłości Boga i bliźniego pochodzi.

Chrześcijanin bowiem obowiązanym jest miłować ojczyznę i dbać o dobro swego narodu. Jednego mu tylko nie wolno, nie wolno mu nawet pod pokrywką patriotyzmu nienawidzić, a jeszcze bardziej nie wolno drugiego krzywdzić. Nienawiść każda jest złem, bo jest przeciwna Bożemu i Chrystusowemu przykazaniu, jest przeciwna naturze ludzkiej. I równie zła jest nienawiść, czy jest społeczna, czy narodowa, czy osobista. Raczej społeczna i narodowa nienawiść gorsze od osobistej, o ile łatwiej zarazą złego szerzą się, i w szaty cnót strojne ludzi zaślepiają. Podobnież i niesprawiedliwości, krzywdy są gorszym złem, kiedy mają narodowy społeczny charakter, bo bywają ogólniejsze, niebezpieczniejsze, trudniejsze do naprawienia.

Pragnę i tego, byście, posłuszni rozkazowi Chrystusowego Namiestnika, zachowywali i cenili obrządek, do którego, zrządzeniem Opatrzności i z woli Kościoła świętego, należycie. Między duchowieństwem naszym znajdziecie gotowych do wszelkich usług duchownych bez względu na narodowość zawsze tylu, ilu w tym duchowieństwie jest kapłanów, mających ducha Chrystusowego.Przede wszystkim jednak pragnę tym moim pismem utwierdzić Was w wierze katolickiej i pobożności chrześcijańskiej.

Należycie, najmilsi w Panu, do obrządku greckokatolickiego i to Wasze położenie nakłada na Was powinności, które przypomnieć uważam za swoje prawo i za swój pasterski obowiązek.W obrządku nauczcie się cenić przede wszystkim to, co w obrządku po chrześcijańsku cenić należy. Każdy bowiem ustanowiony przez Kościół obrządek to sposób chwalenia Boga i przyjmowania przez Święte Sakramenta nadprzyrodzonej Jego łaski. I z obu tych względów jest obrządek świętym i zasługuje na uszanowanie wszystkich prawdziwych chrześcijan. Jest świętym jako ustanowiony przez święty Kościół, bo wszystko, co przez Kościół ustanowione, jest święte i powinno być sercu każdego chrześcijanina drogim.

My powinniśmy miłować Kościół, cenić i miłować wszystkie kościelne instytucje, już dla tego samego, że są kościelne, chociażby nawet nas osobiście nie obchodziły; wystarczy, że za nimi stoi powaga Chrystusowej oblubienicy, Kościoła, naszej Matki. Należy nadto obrządek kochać i cenić dlatego, że jest sposobem oddawania Bogu winnej czci, że jest jednym ze środków, przez który Kościół prowadzi ludzi do Boga.

Wielka i mądra św. Teresa mawiała, że za jedną ceremonię gotowa życie oddać. Prócz tych przyczyn, które każdemu chrześcijaninowi szanować każdy obrządek zalecają jako rzecz świętą, macie, najmilsi, osobliwszą przyczynę wysoko sobie cenić i kochać nasz obrządek. Jest on bowiem poważny i święty przez sam wzgląd na jego starożytność, sięgającą co do głównych zarysów czasów Apostolskich. A takim, jakim obrządek nasz grecki jest dziś, takim prócz niewielu małych różnic był już w czwartym stuleciu po Chrystusie; od tego czasu prawie nie zmienił się. Z greckiego języka na język słowiański przetłumaczony, przez wielkich Apostołów Słowian, św. Cyryla i Metodego, stał się od wieku dziewiątego drogocenną własnością wszystkich Słowian. Nawet dla tych, którzy do tego obrządku nie należą, są nasze księgi liturgiczne bardzo cennym pomnikiem prastarej słowiańskiej mowy.

Dla nas zaś prawo używania mowy słowiańskiej jako liturgicznej jest cennym przywilejem, udzielonym przodkom naszym i nam przez Stolicę Apostolską.Papieże Rzymscy zawsze wysoko cenili nasz obrządek i w ogóle wszystkie wschodnie do naszego podobne i stale trzymali się zasady zachowywania i pielęgnowania ich starannie. Wielki Papież Leon XIII w liście apostolskim z dnia 30 listopada 1894 roku (Orientalium dignitas Ecclesiarum), tłumacząc tę zasadę, tak ją motywuje: „Zachowywanie obrządków wschodnich – to rzecz ważniejsza, niż mogłoby się wydawać. Poważna bowiem starożytność, którą się te obrządki odznaczają, jest i świetną ozdobą Kościoła, i dowodem boskiej powszechności katolickiej wiary. Bo z tego, że główne Kościoły Wschodu mają pewne dowody apostolskiego pochodzenia, jasną okazuje się ich ścisła łączność z Kościołem Rzymskim sięgająca samych początków Kościoła. I nie ma może piękniejszego dowodu na wykazanie charakteru powszechności Kościoła Bożego jak te różne formy obrzędów i szlachetne języki starożytności, uświęcone jeszcze przez zwyczaj Apostołów i Ojców Kościoła…

Do tego dodać należy, że święte obrządki, choć nie są ustanowione dla udowadniania prawdy katolickich dogmatów, jednak te dogmaty z życiem przedstawiają i świetnie objaśniają. Dlatego prawdziwy Kościół Chrystusów- zachowując niezmiennym to, co bożym jest, pozwala, zachowuje obrządki, tym bowiem sposobem okazuje się siła kościelnego życia, co nigdy nie starzeje się, i oblubienica Chrystusowa staje się tym wspanialsza. Jej to obraz poznała mądrość Ojców świętych w tym powiedzeniu Dawida: Stanęła królowa po prawicy twojej w ubiorze złotym otoczona rozmaitością”.

Również i Pius IX w liście do halickiego metropolity tak pisze: „Od samego początku naszego długiego pontyfikatu z całą zapobiegliwością staraliśmy się zawsze o dobro wschodnich Kościołów – wydając prócz innych tę uroczystą deklarację, że należy święcie zachowywać i utrzymywać w całości osobliwe (wschodnie) liturgie katolickie, które i poprzednicy nasi zawsze w najwyższym stopniu cenili”.Podobnie wyraża się w liście apost. z 6.1.1848, In suprema, a w innym piśmie apostolskim mówi: „Różność obrzędów bardzo wiele przyczynia się do powiększenia godności Kościoła, jego majestatu, ozdoby i blasku”.

W stosunku do obrządku musicie, moi mili, przede wszystkim być posłuszni kościelnemu prawu i rozporządzeniom Stolicy Apo­stolskiej, które Wam wyłożę, byście wiedzieli, co Kościół pozwala, a co zabrania. Ale i w ogólnym sądzie i usposobieniu dwóch ostatecz­ności, prawie również szkodliwych strzeżcie się: w przywiązaniu do swego obrządku lekceważenia obrządku łacińskiego, a w cenieniu obrządku łacińskiego lekceważenia i niezachowywania swego. W ogó­le pamiętajcie, że lekceważenie jakiej bądź kościelnej instytucji jest zawsze lekceważeniem Kościoła, a już wyśmiewanie albo pogar­da takiej instytucji jest zawsze oznaką płytkiego i co najmniej nie­chrześcijańskiego sądu o rzeczach. Pamiętajcie, że kto swego obrządku wstydzi się, ten dalekim jest od ducha Chrystusowego Kościoła, który każe wiernym trwać w obrządku, do którego należą, i nie po­zwala zmieniać go bez pozwolenia Stolicy Apostolskiej. Jak we wszyst­kim, tak i w tej rzeczy starajcie się o zrozumienie i przejęcie się du­chem Kościoła.

Samowolne przejście z jednego obrządku na drugi było już za­kazane dekretem Urbana VIII z 7.2.1624 r., odnowionym i potwier­dzonym kilka razy; między innymi przez Klemensa XIV 16.4.1774, przez Piusa VII 13.6.1802 i w ostatnich czasach przez Piusa IX (de­kret z 6 października 1863), który zaaprobował i potwierdził tak zwaną Konkordię, układ między krajowymi biskupami obu obrządków. W tym dekrecie na pierwszem miejscu (A. a.) takie znajduje się rozporządzenie: „Każdy jest zobowiązany pozostawać w obrządku, do którego z urodzenia należy. Na nowo najostrzej zakazuje się samo­wolnego przejścia z jednego obrządku na drugi, tyle razy już ganione w różnych konstytucjach i dekretach wydanych tak do Misjonarzy, jak do Wiernych na Wschodzie, jak nie mniej w krajach naszych. Orze­ka się, że taka zmiana obrządku, jakim bądź sposobem dokonana, jest nieważną i żadną.

Nikomu przeto nie wolno bez pozwolenia Sto­licy Apostolskiej przechodzić z jednego obrządku na drugi”.Zmiana obrządku jest porzuceniem swego prawowitego paste­rza i zaniechaniem zwyczajów tradycji przodków. Taka zmiana może być przez Kościół pozwolona; ale pozwoloną bywa tylko wtedy, kiedy nadprzyrodzone chrześcijańskie pobudki do niej skłaniają. Nie godzi się porzucać obrządek, by się usunąć np. od obowiązku prawnego konkurencyjnego datku albo dla innych podobnych materialnych przyczyn. Sąd o tych przyczynach należy do władzy kościelnej. A po­zwolenie na zmianę obrządku zastrzeżone jest Papieżowi, bo tylko on może jurysdykcję jednemu biskupowi odbierać, a drugiemu da­wać; każda bowiem prawna zmiana obrządku pociąga za sobą ten prawny skutek, że dotychczasowy pasterz władzę duchowną nad wier­nym traci, a drugi ją nabywa.

Dlatego też i zmiana obrządku, zgło­szona w starostwie, nie może być przez władzę kościelną uznaną. Jest po prostu nieprawną i nielegalną. Wierny – chociaż zgłosi zmianę obrządku u niekompetentnej władzy – nie przestaje być poddanym duchownej władzy swego prawowitego pasterza. W spowiedzi otrzy­muje rozgrzeszenie tylko na podstawie jurysdykcji udzielonej spo­wiednikowi – przez swego pasterza. Małżeństwo ważne może zawie­rać tylko w obecności własnego proboszcza – tak, że np. małżeństwo zawarte przed proboszczem, który nie jest prawowitym proboszczem ani narzeczonego, ani narzeczonej, jest nieważnym – nie jest związ­kiem kościelnym. Według przepisów konkordii (C. e.) przyjęcie Sakramentów Świętych w nie swoim obrządku żadnym sposobem uprawnić nie może nieprawnej zmiany obrządku. W razie koniecznej potrzeby – mogą wierni chrzcić swoje dzieci w drugim obrządku, winni jednak zapisać je w metrykach swojej parafii. Podobnie wolno im i w razie potrzeby i nieobecności swego proboszcza przyjąć ostatnie Namasz­czenie w drugim obrządku (C. d.). Spowiadać się mogą u wszyst­kich upoważnionych kapłanów obu obrządków, biskupi bowiem udzielają kapłanom aprobowanym w diecezji drugiego obrządku wła­dzy spowiadania (C. b.). Małżeństwa mieszane błogosławi proboszcz narzeczonej, chyba że obie strony proszą proboszcza narzeczonego (C. a).

Dzieci w małżeństwach mieszanych według płci należą do obrządków rodziców, tj. synowie do obrządku ojca, córki do obrząd­ku matki (D. c).Dla uniknienia niesnasek, małżonkowie różnych obrządków muszą porozumieć się, jakie święta i posty będą obchodzić razem z całym domem. Taka umowa powinna być potwierdzona przez biskupa, który udzielając pozwolenia swemu podwładnemu obchodzić święta i posty w drugim obrządku, czyni to jako delegat Stolicy Apo­stolskiej (D. a).

Wolno Wam przeto spowiadać się, na mszę św. i kazanie uczęsz­czać, czy w kościele, czy w cerkwi, według Waszego upodobania, Ko­ściół zostawia w tym względzie zupełną wolność. Gdy równie łatwo możecie być w niedzielę albo święto na mszy w cerkwi, postąpicie sobie w duchu Kościoła, idąc do cerkwi. Możecie jednak zadośćuczy­nić obowiązkowi, słuchając mszy niedzielnej w kościele łacińskim. Do tego zaś jesteście wprost obowiązani wtedy, gdy nie mając jej w po­bliżu, do cerkwi pójść nie możecie, bo obowiązek słuchania mszy w niedzielę i święta jest ważniejszy. Co do komunii, to Ojciec św. dekretem z d. 18.8.1893 pozwala wszystkim wiernym przyjmować komunię św. w drugim obrządku, kiedy w miejscowości, gdzie przebywają, nie ma kościoła ich obrząd­ku. Wolno im to robić nie tylko dla zadośćuczynienia obowiązkowi wielkanocnej komunii, ale ilekroć pragną z pobożności przystąpić do stołu Pańskiego.W razie, gdyby kto w czasie świąt wielkanocnych znajdował się w miejscowości, gdzie cerkwi nie ma, i nie mógł łatwo w sąsiedniej miejscowości do komunii przystąpić, byłby obowiązanym komuni­kować w obrządku łacińskim. Jeśli w miejscowości, w której miesz­ka wierny greckokatolickiego obrządku, jest wprawdzie cerkiew, ale tak daleko, że przystąpienie do komunii św. byłoby połączone z wiel­ką niewygodą, należy biskupa prosić o pozwolenie komunikowania wedle obrządku łacińskiego.

Wedle ustępu II encykliki [ściślej: listu apostolskiego] Orientalium dignitas, do biskupa należy osądzić, czy wolno wiernemu w takim wypadku przystąpić do komunii św. w nie swoim obrządku. O pozwolenie takie nietrudno, bo ważniejsza rzecz komunia święta od praktyki w swoim obrządku, tym więcej, że takie przyjęcie sakramentu w drugim obrządku może być legalne i nigdy nie pociągnie za sobą zmiany obrządku, raczej przeciwnie, Kościół dlatego daje wiernym te wszystkie ułatwienia, żeby tym łatwiejszym im było zachowanie prawa zakazującego zmianę obrządku.

Kościół robi to dla utrzymania tej drugiej zasady, wedle której łatwiej wiernemu zastosować się do obrządku kapłana niż odwrotnie. Kapłan, wedle tej zasady udzielający wiernemu sakrament, zawsze trzyma się swego obrządku. Księżom więc greckokatolickim np. nie wolno dawać komunii łacińskiej, chociażby mszę odprawiali w kościele, gdzie przechowuje się Najśw. Sakrament wedle obrządku łacińskie­go, i na odwrót. Dekret Kongregacji Rozkrzewiania Wiary z dnia 25.1.1864, którym kardynał Prefekt Barnabo przesłał biskupom kra­ju naszego aprobowaną i potwierdzoną przez Ojca św. konkordię, nazywa taką praktykę nadużyciem. Takie jest kościelne prawo. Z jednej strony wyraża zasadę łącz­ności wszystkich wiernych – ich komunii – w wierze i posłuszeństwie najwyższego duchownego zwierzchnika całego chrześcijańskiego świata, z drugiej wyraża myśl powszechności katolickiej polegającej na tym, że tak jak wszystkie narody Bogu służą, tak i różne języki i różnorodne formy, obrzędy, zwyczaje służą do uwielbienia Boga.

Róż­ność obrzędów w Kościele ma służyć do upiększenia jedności wiary i miłości chrześcijańskiej. Ta jedność-istotą chrześcijaństwa, ta róż­ność – dowodem powszechności tego, co wieczne, niezmienne, „cze­go jednego potrzeba” (Łk 10, 42).Starajcie się, najmilsi, przejąć duchem kościelnego prawa, za­chowujcie je w duchu posłuszeństwa należnego Namiestnikowi Chry­stusowemu. To posłuszeństwo winno być cechą katolika, a dla nas, katolików wschodnich, winno być cnotą, w której nie damy się niko­mu wyprzedzić. Kościół uważał zawsze wschodnie obrządki w kato­lickiej wierze za pomost, który miał chrześcijanom wschodnim odłą­czonym od powszechnego Kościoła ułatwić powrót do jedności.

Mi­sją naszą dla tej świętej jedności pracować, za tę jedność w razie potrzeby i życie położyć za przykładem św. Jozafata i tych braci na­szych, którzy za wiarę prześladowani dla jedności cierpieli i umierali. Żeby tę misję spełnić, musimy wysoko nieść sztandar wierności i posłuszeństwa dla Apostolskiej Rzymskiej stolicy, musimy całym sercem kochać naszą świętą wiarę katolicką, o co w codziennych mo­dlitwach usilnie prosimy. Ale przede wszystkim w życiu codziennym dbajcie o zachowy­wanie jedności. Jedność wiary zbliża i łączy zwaśnione narody. Braterstwo wszystkich ludzi – pojęcie bliźniego jako brata, jako dziecka tej jednej świętej Bożej rodziny, której Chrystus Pan głową – taż to podstawa myśli chrześcijańskiej. Ta myśl w czyn wprowadzo­na, wcielona w pojęcia codziennego życia nie może nie łagodzić ostro­ści i skrajności, których miłość własna jest matką. Jest myśl potężna i wielka, która w historii wrogów godziła i równała przepaście walk i nienawiści, a myślą tą jedność w Chrystusie, który za nas wszyst­kich krew przelał – i stał się dla nas wszystkich bratem, „by wszyscy jednem byli – jako On i Ojciec jednem są” (J 17, 11). Ale ta myśl Chrystusowa tylko wtedy głębokie korzenie zapu­ści w sercach ludów, gdy przejmie, oświeci i uświęci to, co z prawa natury jest podstawą społeczeństwa, tj. rodzinę.

Przyszłość jasna w uchrześcijanieniu narodów, zgoda zwaśnio­nych w jedności z Chrystusem, a droga do uchrześcijanienia naro­dów, do jedności w Chrystusie – uświęcenie rodziny. Dlatego to, bracia, dziś pragnąc podać Wam naukę, która snad­nie przyczynić się może do tego, byście rośli w lasce i poznaniu na­szego Pana i Zbawiciela, nauką i zachętą, zwracam się do Waszych rodzin z usilną radą i prośbą, by praktykami chrześcijańskimi pra­cowały nad własnym uświęceniem.

Uświęcenie życia rodzinnego, oto droga postępu w cnotach chrześcijańskich, którą Wam dziś ukazuję. Pracując nad uświęceniem rodziny, przez to samo pracować będzie­cie nad tak pożądanym dla polskiego narodu uzdrowieniem stosun­ków społecznych.Chrześcijańską nie można nazwać rodziny, która choć złożona jest z chrześcijan katolików, nie spełnia jako taka, tj. jako jednostka społeczna, religijnych swych obowiązków względem Boga i społecz­nych względem ludzi.

Tylko wspólność życia religijnego robi rodzinę chrześcijańską rodziną. Rodzina bowiem jako społeczna jednostka ma swoje życie społeczne i swoje religijne obowiązki. Jeśli to życie nie jest chrześcijańskim – i rodzina chrześcijańska nie jest. A to ży­cie rodzinne jest tylko wtedy chrześcijańskim, kiedy okazuje się do­brymi uczynkami chrześcijańskimi. Dobre zaś uczynki są dowodem chrześcijańskiego życia rodziny tylko wtedy, kiedy są wspólnymi dzie­łami całej rodziny.

Wszyscy członkowie rodziny przeto powinni wspól­nymi rodzinnymi aktami przyznawać się do wiary i pobożności. Tylko takim sposobem wiara katolicka, moralność i pobożność staną się zasadami rodzinnymi i przez wychowanie łatwo udzielać się będą przyszłym pokoleniom. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że religijne wychowanie dzieci w największej mierze zależy od atmosfery, w której wzrastają – od religijnych zasad rodziny, do której należą. A te religijne zasady objawiają się wspólnymi rodzinnymi praktykami religijnymi. W równej mierze i społeczne wychowanie dzieci zależy od społeczno-chrześcijańskich zasad rodzinnego życia – tak bardzo zależ­nych od wspólności chrześcijańskiego życia w rodzinie.

Czyż pojęcie, poczucie sprawiedliwości, tego, co komu należy się – ta pierwsza zasada społecznego życia, wielka jak życie; ale i jak życie trudna – czyż może gdzie indziej równiej rozwinąć się i utrwa­lić, jak w społeczności rodzinnej, której hasłem „oddawać Bogu, co Boże, a cesarzowi, co cesarskie” – ius suum cuiąue tribuere? Gdzie ła­twiej nauczyć się miłować ludzi – jak w szkole rodzinnej miłości? Spełnianie obowiązków, praca dla dobra ogólnego, poświęcenie wła­snej wygody, korzyści, stałość, hart zasad, wszystko to cnoty społecz­ne, które już w dzieciach róść i rozwijać się winne, a które w rodzin­nych cnotach i zasadach, w życiu rodziny, w duchu, jakim jest prze­jętą, początek i wzrost snadnie przyjmują.

Wspólność religijnych obowiązków i zasad w chrześcijańskiej rodzinie, tej pierwszej, najmniejszej, ale i najbardziej odpowiadają­cej Bożemu porządkowi społecznej jednostce, ma jeszcze jedno bar­dzo doniosłe znaczenie społeczne, które wzrasta w naszych czasach zarażonych błędnymi zasadami socjalizmu. Socjaliści bowiem, pra­gnąc usunąć społeczne znaczenie Kościoła katolickiego, z zasady przedstawiają obowiązki religijne jako sprawę sumienia tylko, która społecznego nie ma znaczenia. Nauka zaś Chrystusowa uważa te obo­wiązki za sprawę do tego stopnia społeczną, że cały ustrój społeczny na tej wspólności opiera się. I Kościół Chrystusowy, a z nim i wszy­scy świadomi katolicy, dążą do tego, by nie tylko jednostka ludzka, ale i każda jednostka społeczna spełniała obowiązki swoje wzglę­dem Boga albo, innymi słowy, by każdy spełniał nie tylko swe oso­biste obowiązki, ale i te, które nakłada na niego życie społeczne, łączność ze społeczeństwem i wszystkimi kategoriami jednostek spo­łecznych, których jest członkiem. Nie tylko nasze życie prywatne, ale i rodzinne – i publiczne winno być uświęcone, przejęte zasada­mi Chrystusowymi.

My, katolicy, bracia drodzy, dążymy do tego, by katolicka była nasza gmina, powiat, nasz kraj i państwo, by katolickie były wszyst­kie instytucje, które katolikom mają służyć, rząd, ustawodawstwo i szkoła. To jest ideał Chrystusa Pana, to i naszym ideałem być po­winno. Rozumiemy, że osiągnięcie tego ideału należy do przyszłego triumfu Kościoła, że w naszych czasach i przy naszych warunkach jest niemożliwe, ale stanowczo uważamy za obowiązek każdego kato­lika do tego ideału dążyć i pracować nad jego urzeczywistnieniem.

Katolik nie może obowiązków społecznych zaniedbywać bez grze­chu. Tam, gdzie pracą swoją może przyczynić się do uchrześcijanienia społeczeństwa, dotąd niestety jeszcze tak mało chrześcijańskie­go, jest do tego ściśle obowiązanym. Te zaś obowiązki społeczne w pierwszym rzędzie odnoszą się do rodziny. Rodzina to pierwszy teren akcji społecznej każdego chrześcijanina i nie ma wymówki ka­tolik, który nie dąży do osiągnięcia ideału Chrystusowego w rodzin­nym swym życiu. Pierwszym i najważniejszym krokiem powrotu ludz­kości do Chrystusa i Jego zasad jest Boża organizacja chrześcijań­skiej rodziny.Nietrudno też przyjdzie człowiekowi wierzącemu podjąć się tej pracy, tym bardziej że całe szczęście rodzinne zależy w tak ogromnej mierze od wspólności rodzinnych zasad. A szczęście skupione koło ogniska domowego, czyż nie jest najpiękniejszym prawie z ideałów szczęścia ziemskiego, kiedy tak zbliżonym jest do ideału szczęścia niebieskiego?

Pracując nad uchrześcijanieniem wszystkich stosunków i zasad, i praw rodzinnego życia, pracować będziecie, bracia mili, nad własnym szczęściem i nad szczęściem Waszych dzieci. I niech Wam się nie zdaje, że tej pracy nie potrzeba, że rodzina Wasza już sama z siebie chrześcijańską. Zaprawdę tak nie jest. Jak uświęcenie człowieka, tak i uświęcenie rodziny to praca całego życia i nie ma dnia, w którym by rodzina jako taka nie miała obowiązków do spełnienia. Pomijając na razie obowiązki względem Boga, obo­wiązek wielbienia, dziękczynienia, proszenia wspólnego o wspólne rodzinne łaski, ileż to chrześcijańskich obowiązków względem ludzi, a przede wszystkiem względem członków rodziny przynosi każdy niemal dzień. Ileż to razy na tym Bożym świecie trzeba drogą sercu osobę ustrzec przed niebezpieczeństwem, uratować od złego, od grzechu, dźwignąć z upadku, pocieszyć w smutku, wesprzeć w potrzebie. A o ileż łatwiej to wszystko, kiedy wspólną pracą i jednym sercem wszyscy rękę przykładają do dzieła. Jakże często doświadczenie stwier­dza prawdę tych słów Pisma świętego:

„Jako rzecz piękna, jako rzecz przyjemna Patrzeć, gdzie miłość króluje wzajemna, A bracia sforni w szczerej uprzejmości Strzegą jedności” (Ps 132) i to drugie: „Brat, którego brat wspomaga, jak miasto potężne” (Prz 18,19).

A cóż powiedzieć o obowiązkach względem obcych, o społecz­nej pracy chrześcijańskiej rodziny? Czyż i tu wspólność zasad i my­śli nie nadaje tej pracy olbrzymiej sity? Nie ma, rzec można, potęgi, która by trwałością równała się potędze chrześcijańskiej rodziny. I naj­uboższa chata, kiedy uzłocona promieniami wiary i miłości rodzin­nej, jest siłą w społeczeństwie, pewnie wyda społeczeństwu ludzi mądrych i dzielnych. Promienieje tym światłem dobrego przykładu, które tak udziela się innym.Nie mówcie przeto, że na polu życia rodzinnego nie ma nad czym pracować.

Szukajcie, a pewnie znajdziecie tyle tej pracy, że za­jmie niemałą cząstkę Waszego życia, a będzie pracą, wierzcie mi, tak milą i tak zbawienną, jak żadna inna. Żeby Wam w tej pracy pomóc, poddaję Waszej rozwadze i wyborowi niektóre praktyki reli­gijne, które mogą przyczynić się do uświęcenia rodziny, bo praktyka religijna, najmilsi, to nie formalność, ale potężna dźwignia religijne­go życia; to przyznawanie się głośne do swych zasad, to nieraz szkoła cywilnej odwagi; to zewnętrzny znak tego, co jest w sercu, co i na ustach być powinno: wiary w Boga, nadziei wiecznego zbawienia, miłości tego, „Który nas pierwszy pokochał” (1 J 4) i przelał krew za nasze zbawienie. Oto kilka takich religijnych zwyczajów. Wspólne czytanie Pi­sma świętego albo pobożnej książki to tak bogata w owoce, w znacze­nie, tak lekka, a jednak tak rzadka praktyka. Wspólna modlitwa, choć krótka, przed jedzeniem i po nim – zwyczaj dawny jak chrześcijań­stwo; przypomina wiernym rządy Opatrzności Bożej.

Wspólna mo­dlitwa w ważniejszych chwilach życia, przed podróżą, przed rozpo­częciem ważnego dzieła, czyż to nie zwyczaj naturalny u chrześcijan, ludzi, którzy wierzą, że bez łaski Bożej nic dobrego nie mogą uczy­nić? Majowe nabożeństwo, poświęcenie się rodziny Niepokalanemu Poczęciu Najświętszej Panny, osobliwszym sposobem tego roku zale­cam i wprost o to Was proszę, w przekonaniu, że kto poświęci swe życie Niepokalanemu Poczęciu Maryi, kto tę prawdę naszej wiary ukocha – „śmiele rzec może, mam obrońcę Boga! nie przyjdzie na mnie żadna straszna trwoga!” (Ps 90) Wspólne, o ile być może, cho­dzenie do kościoła i do komunii świętej tak ułatwia, tak przypomina ten obowiązek. Wspólne modlitwy poranne i wieczorne chrześcija­nom przypominają codziennie obowiązki, przykazania, małżonkom przypominają sakrament, co ich przed Bogiem złączył nierozłączalnymi węzłami miłości.

W tych i podobnych praktykach chrześcijańskiego życia rodzi­na złączona wiarą będzie oddawała Bogu cześć należną, będzie speł­niała wspólnie te wielkie i święte obowiązki uwielbienia, dziękczy­nienia, prośby, o których każdemu z osobna tak łatwo zapomnieć, a przez wykonywanie tych obowiązków względem Boga łatwym sta­nie się dla rodziny wykonanie wspólne obowiązków względem ludzi. Częstszym i bardziej szczerym będzie porozumiewanie się we wszyst­kich sprawach wspólnych i tych, które do pojedynczych członków rodziny odnoszą się. Łatwo będzie o solidarność w pracy, o wspólną pomoc i poradę. A już prawie sama ze siebie wyrobi się tak chrześci­jańska, a jednak tak rzadka praktyka namówienia chorego do spo­wiedzi i komunii świętej, praktyka, od której w danym wypadku wprost wieczne zbawienie zależy, która przeto jest warunkiem ko­niecznym chrześcijańskiego życia, ale która łatwą jest tylko tam, gdzie życie religijne łączy członków rodziny. Niechże Najświętsza Rodzina błogosławi Waszym pracom i tru­dom, i rodzinnemu Waszemu życiu.

Niech Wam uprosi u Boga ła­skę, byście, posłuszni Waszemu Arcypasterzowi, usilnie i wytrwale pracowali nad uświęceniem Waszych rodzin i szczęściem doczesnym dochodzili do szczęścia wiecznego. Łaska Pana naszego Jezusa Chrystusa i miłość Boga i Ojca, uczestnictwo Ducha Świętego niech będzie ze wszystkimi Wami (2 Kor 13, 13) – Amen.

*W Krechowie, w dzień św. Ojca naszego, Teodozego Peczerskiego, dnia 16 m