Najświętobliwszy Ojcze!

Nie pisałem do Waszej Świątobliwości, odkąd żyjemy pod wła­dzą niemiecką, gdyż do tej pory nie miałem dostatecznej pewności, że list mój nie wpadnie w ręce tych, którzy nie powinni go czytać. Mając jednak nadzieję, że w najbliższej przyszłości będę miał dobrą okazję, piszę tych kilka słów na próbę, w nadziei, że dotrą do Waszej Świątobliwości. Po uwolnieniu przez armię niemiecką spod jarzma bolszewic­kiego odczuwaliśmy z tego powodu pewną ulgę, która jednak nie trwa­ła dłużej niż jeden czy dwa miesiące. Stopniowo jednak rząd wpro­wadził niepojęty reżim terroru i korupcji, który z dnia na dzień staje się coraz cięższy i nie do zniesienia.

Dziś cały kraj jest zgodny co do tego, że władza niemiecka jest zła, prawie diabelska, i w stopniu chyba jeszcze wyższym niż władza bolszewicka. Co najmniej już od roku nie ma dnia, w którym nie byłyby do­konywane najohydniejsze zbrodnie, morderstwa, kradzieże i grabie­że, konfiskaty i wymuszania. Pierwszymi ofiarami są Żydzi. Liczba Żydów zamordowanych w naszym małym kraju z pewnością już prze­kroczyła dwieście tysięcy. W miarę posuwania się armii na wschód liczba ofiar rosła. W Kijowie, w ciągu kilku dni, wymordowano do stu trzydziestu tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci. Wszystkie małe miasteczka na Ukrainie były świadkami podobnych masakr, a trwa to już od roku. Z początku władze wstydziły się tych aktów nieludz­kiej niesprawiedliwości i starały się zapewnić sobie dokumenty, któ­re mogłyby świadczyć, że autorami tych morderstw była ludność miej­scowa lub członkowie milicji. Z czasem zaczęto mordować Żydów na ulicach, na oczach całej ludności, bez cienia wstydu.

Oczywiście, wiel­ka liczba chrześcijan, nie tylko Żydów ochrzczonych, ale i „aryjczyków” – jak o nich mówią – padła ofiarą bezpodstawnych morderstw. Setki tysięcy aresztowań, najczęściej niesprawiedliwych, tłumy mło­dych ludzi rozstrzeliwanych bez żadnej sensownej przyczyny; dla ludności wiejskiej wprowadzono system niewolnictwa, a ponadto młodzież wiejska jest więziona i zmuszana do wyjazdu do Niemiec, do pracy w fabrykach lub na roli; chłopom zabiera się prawie wszyst­ko, co wyprodukują, a zaczyna się od żądania podwojenia tej pro­dukcji. Zapowiedziano karę śmierci za sprzedaż lub kupowanie cze­gokolwiek wprost od producentów. Wielokrotnie zapowiadano zwrot dóbr prywatnych, ale obietnic tych nigdy się nie realizuje. Wprost przeciwnie, władze użytkują bez ograniczeń wszystkie dobra skonfi­skowane przez bolszewików i oświadczają, że cała ziemia jest wła­snością Państwa. Powtarza się często po cichu, że dobra poszczegól­nych osób są zdobyczą wojenną. Niemcy stosują dalej, rozszerzają i pogłębiają system bolszewicki.

Z pewnością, wśród kierownictwa znajdują się także ludzie uczciwi. Spotyka się nawet czasem dobrych katolików, ale w olbrzymiej większości wszyscy przysyłani do nas urzędnicy to ludzie bez czci i wiary, którzy pozwalają sobie na wprost niewiarygodne nadużycia. Chłopów traktuje się jak Murzynów w ko­loniach. Bije się ich i policzkuje bez żadnego powodu, konfiskuje się im wszelką żywność niesioną przez nich np. dla dzieci w mieście; a wszystko to robi się z takim brakiem ludzkiego uczucia, że wprost trudno uwierzyć w możliwość istnienia takich ludzi. A przecież oni tacy rzeczywiście są. Wiem od pewnego świadka, że np. jeden z sze­fów okręgu ma pasję konfiskowania i wrzucania do rzeki wszystkie­go, co może znaleźć w koszach chłopów zdążających do miasta. A ro­bi to w czasach prawdziwego głodu, który sroży się w wielu wsiach na przednówku. Nic mu nie można zrobić, bo – jak się mówi – ma wysokie protekcje. Naoczny, wiarygodny świadek opowiadał mi, że osobiście wi­dział, jak młody oficer SS przybiegł z daleka, by nie stracić okazji spoliczkowania człowieka konającego, zresztą nieznanego, zabitego przez policję za to, że chciał zrobić coś, co się jej nie podobało. Nie mogę mnożyć podobnych przypadków, są one bowiem niezliczone.

To po prostu tak, jak gdyby jakaś banda szaleńców albo wście­kłych wilków rzuciła się na ten nieszczęsny naród. I to nie tylko chłopi i prości ludzie są narażeni na policzki i razy. Niższy urzędnik, jeśli jest Niemcem, ma uposażenie dwa lub trzy razy wyższe od wysokiego urzędnika nie-Niemca i pozwala sobie policzkować np. prokurenta. Policjanci biją gumowymi pałkami ludzi na dworcach kolejo­wych, a nawet na ulicach. Zdarza się, że psy policyjne spuszcza się na ludzi. Psy te mają czasami kagańce, ale zdarza się, że ich nie mają.

Pomimo kilkakrotnie powtarzanych próśb, aby uporządkować sprawę małych, wiejskich gospodarstw parafialnych, które pod wła­dzą bolszewików zostały skonfiskowane de facto, ale nie „znacjonalizowane” (jak mówili), nie uzyskaliśmy niczego, a uposażenie kleru ogranicza się prawie wyłącznie do datków ubogich ludzi. Z wielką wdzięcznością muszę tu wspomnieć o pomocy, której nam udzielają katolicy niemieccy za pośrednictwem stowarzyszenia powołanego do niesienia pomocy Niemcom poza granicami Rzeszy. Duchowieństwo ukraińskie otrzymuje co prawda od Rządu coś, co się nazywa eine freiwillige Unterstutzung – 50 Rm miesięcznie – ale jest to raczej poli­tyczne działanie na pokaz niż prawdziwa pomoc. A w dodatku spo­dziewamy się, że będziemy musieli od tego płacić 25% podatku.

Jesz­cze nie stosuje się do nas antykatolickich praw Rzeszy. Pozwala się księżom uczyć dzieci katechizmu w szkołach. Władze nie mieszają się zbytnio do kazań i administracji parafii. Mają zamiar poddać regulaminowi zawieranie małżeństw, jednak nie w sensie anty kanonicznym. Władze starają się szykanować duchowieństwo, tak jak i wszystkich obywateli, poprzez przepisy dotyczące paszportów i zezwoleń oraz przez wszelkie, jakie tylko można sobie wyobrazić, przepisy ogra­niczające wolność obywatelską. Ale pozwala się np. na otwarcie se­minarium. Nasze seminarium i nasza akademia teologiczna działają prawie normalnie.

Jednak, jak miecz Damoklesa, wisi nieustannie nad naszymi głowami groźba prawdziwego prześladowania. Pozwala mi się na drukowanie co miesiąc oficjalnego organu diecezjalnego, a więc też listów pasterskich i instrukcji. Konfiskuje się je z najbłahszych powodów. Mogłem jednak wydać sześć dość pełnych numerów po około 32 strony każdy. Mogłem zwołać synod diecezjalny, który z dużymi przerwami trwa prawie cały rok i daje mi sposobność stałe­go kontaktu z duchowieństwem diecezji. Klasztory reorganizują się stopniowo. Wszystko to jest jednak bardzo niedostateczną przeciw­wagą wobec nieopisanej demoralizacji, jakiej ulegają ludzie prości i słabi. Uczą się złodziejstwa i zbrodni ludobójstwa; tracą poczucie sprawiedliwości i człowieczeństwa. W listach pasterskich, oczywiście konfiskowanych, protestowałem przeciw ludobójstwu; zdołano je jed­nak cztery czy pięć razy odczytać zgromadzonemu duchowieństwu.

Ogłosiłem, że zabójstwo człowieka podlega ekskomunice, zastrzeżo­nej dla Ordynariusza. Protestowałem także listem do Himmlera i sta­rałem się ostrzegać młodych przed zapisywaniem się do milicji, gdzie mogą ulec zgorszeniu. Wszystko to jednak jest absolutnie niczym w porównaniu z ro­snącą falą brudów moralnych, zalewającą cały kraj. Przewidujemy wszyscy, że system terroru będzie wzrastał i zwró­ci się z dużo większym nasileniem przeciw chrześcijanom ukraiń­skim i polskim.

Oprawcy przyzwyczajeni do mordowania Żydów, ty­sięcy ludzi niewinnych, przyzwyczajeni są do widoku krwi i są jej spragnieni. Zważywszy, że już teraz Niemcom wszystko wolno, trzeba prze­widywać, że ich wściekłość będzie nie do powstrzymania i że żadna siła nie zdoła im narzucić jakiejkolwiek dyscypliny. Przewidujemy więc, że cały kraj będzie zatopiony w potokach niewinnej krwi, chy­ba że jakiś nadzwyczajny przypadek zahamuje bieg rzeczy. Jedyną pociechą, jaką można mieć w tych straszliwych cza­sach, jest to, że nic się nam nie może przydarzyć bez woli Ojca na­szego niebieskiego. Myślę, że wśród mordowanych Żydów jest wie­le dusz, które nawracają się do Boga, gdyż od wieków nigdy tak jak teraz nie stali w obliczu prawdopodobieństwa gwałtownej śmierci, nieraz przez całe miesiące, zanim stała się ona rzeczywistością. Los chrześcijan, których setki tysięcy umierały lub umierają bez sakra­mentów, jest także w ręku Boga.

Jakaż to boleść widzieć tych bied­nych braci odłączonych, którzy umierają z głodu lub są mordowani w obozach koncentracyjnych, i nie móc nic dla nich zrobić. Bowiem w istocie to, co można dla nich zrobić, jest niczym. Z reguły nie zezwala się na obsługę szpitali jeńców wojennych ani obozów kon­centracyjnych, w których codziennie umierają setki – w ciągu kil­ku miesięcy ogromna większość wszystkich jeńców. Posiadam sta­tystyki i spisy przygnębiające i przerażające.

Nie zezwala się naszym księżom na posługiwanie naszym wiernym, bardzo licznym w Wiel­kiej Ukrainie. Sprawa Zjednoczenia Kościołów budzi ich obawę. Jakiekolwiek porozumienie wznieca strach, bowiem jeżeli jakiś sys­tem posługuje się szeroko, i z przebiegłością, zasadą Droidc…, to z pewnością ten system, którego jesteśmy ofiarami. Nie dodaję tu­taj krytyki systemu, który Wasza Świątobliwość zna o wiele lepiej niż my wszyscy. Tego systemu kłamstw, oszustw, niesprawiedliwo­ści, grabieży, będącego karykaturą wszelkich pojęć o cywilizacji i ła­dzie. Ten system egoizmu doprowadzonego aż do absurdu, zupeł­nie zwariowanego szowinizmu narodowego, nienawiści do wszyst­kiego, co uczciwe i piękne, jest czymś tak niezwykłym, że chyba pierwszym wrażeniem, jakie się odczuwa na widok tego potwora, jest osłupienie. Do czego system ten doprowadzi nieszczęsny naród niemiecki? Tylko do zwyrodnienia, jakiego historia jeszcze nic zna­ła.

Oby Bóg dał, by upadając nic pociągnęli za sobą tych części Ko­ścioła katolickiego, które nie mogą nie odczuć reperkusji tego pie­kielnego oddziaływania.Jeżeli prześladowanie przybierze formę mordowania za sprawę religii, będzie to może zbawieniem dla tych krajów. Istnieje olbrzy­mia potrzeba dobrowolnej ofiary krwi jako ekspiacji za krew wylani) przez zbrodnię.

Wasza Świątobliwość odmówił mi trzy lata temu ła­ski błogosławieństwa apostolskiego, przez które – na mocy swojej misji apostolskiej -wyznaczyłby mnie i przeznaczył na śmierć dla zbawie­nia mojej diecezji. Nie nalegałem w przeświadczeniu, że Wasza Świą­tobliwość widział jaśniej ode mnie; wydaje mi się, że pod bolszewi­kami straciłem najlepszą i może jedyną okazję. Jednak te trzy lata nauczyły mnie, iż nie jestem godny takiej śmierci. Zrozumiałem też, że ofiara mego życia miałaby prawdopodobnie mniejszą wartość przed Bogiem niż modlitwa odmówiona przez dziecko. Dziś proszę tylko o błogosławieństwo specjalne dla moich modlitw i moich wyrzeczeń. Ogromna część tych wyrzeczeń przeznaczona jest dla Kościoła kato­lickiego w całości, malutka część pozostaje dla mojej diecezji i moje­go ludu; jednakże te wyrzeczenia będą owocne tylko dzięki błogosła­wieństwu Waszej Świątobliwości i dzięki łasce Boga, którą to błogo­sławieństwo wyjedna.

Dlatego korząc się u stóp Waszej Świątobliwości, proszę o ła­skawe udzielenie błogosławieństwa apostolskiego mojemu bied­nemu ludowi, biednemu duchowieństwu mojej biednej diecezji i mo­jej nicości.

Lwów, 29-31 sierpnia 1942 roku

Waszej Świątobliwości – Najpokorniejszy sługa w Panu naszym

+Andrzej

Arcybiskup Lwowski